Pod koniec września wystawiałam się z moimi pracami na Targowisku Sztuki. Tuż przed rozpoczęciem targów, dwie moje prace zostały zniszczone przez sąsiadkę ze stoiska obok. Były to rzeźby ceramiczne, które zajmowały bardzo ważne miejsce w moim sercu. Tak ważne, że pomimo tego, że pojawili się chętni klienci, ja miałam opór, żeby je sprzedać. Zawsze podawałam cenę, która okazywała się być trochę za wysoka. O dziwo nikt nie chciał się targować. Po prostu rezygnowali z zakupu. Trochę na nie chuchałam. Stawiałam w ważnych miejscach w mieszkaniu. Gadałam z nimi.
Na tych targach pierwszy raz chciałam je pokazać światu i rosła we mnie gotowość, by się z nimi rozstać. By puścić je w świat. I chyba świat ze mnie trochę zakpił. Rozstałam się z nimi nie otrzymując za to żadnej rekompensaty. Nie cieszyły niczyich oczu. Zalała mnie frustracja. Tym większa, że niszczycielka totalnie się na mnie wypięła.
Czułam jakby umarło we mnie coś ważnego. Pozbierałam szczątki prac i przez jakiś czas nie mogłam w ogóle na nie patrzeć.
Jednak w końcu zebrałam się w sobie i postanowiłam dać im nowe życie. Skleiłam je. A wszystkie „blizny” pokryłam złotym pyłkiem.
– Sana, kadzielnica do kadzideł z przepływem zwrotnym. Wgniotłam ją ręcznie, wypaliłam wypałem saggar w piecu węgierskim.
https://glinoteka.com/produkt/kadzielnica-sana/
– Rzeźba „Tęsknota za matką”; wygnieciona ręcznie z czarnej gliny. Biały element jest z porcelany.
https://glinoteka.com/produkt/tesknota-za-matka/
Czy w złocie będzie im się żyło lepiej?